W erze rozpychających się łokciami sieciowych supermarketów i dyskontów, czyli ogólnie sklepów wielko powierzchniowych, sytuacja małych, osiedlowych sklepików jest nie do pozazdroszczenia. Nie mogą one konkurować cenami z tymi gigantycznymi przeciwnikami, ponieważ relatywnie ponoszą wyższe koszty własne. Jeśli jest to jeszcze sklepik w centrum miasta, czynsz który musi płacić właściciel jest naprawdę bardzo wysoki. Ceny w małym sklepiku musza być więc wyższe niż w markecie. Mimo to, wiele osób jeszcze nadal woli robić podstawowe zakupy właśnie w nich. Towar jest tam świeższy i pewniejszy. Właściciel musi dbać o jego jakość, aby nie stracić klientów. Poza tym zakupy w pobliskim sklepiku są mnie anonimowe. Z sprzedawcą, właścicielem, wymienia się grzeczności, można pogadać, poradzić się, złożyć zamówienie. Dla stałych klientów właściciel sklepu może uruchomić mały, nieoficjalny kredyt, zwany kupowaniem „na kreskę” lub „na zeszyt”. A już w ogóle nie ma problemu w przypadku zapomnienia portmonetki, należność można spokojnie uregulować następnego dnia.